W naszej rodzinie narodziła się nowa, świecka tradycja. Mianowicie wrześniowy wyjazd nad morze. Zazwyczaj jeździliśmy w środku sezonu. I nie ukrywam, że trochę bałam się jechać poza sezonem, bo nic się nie będzie działo, bo już nikogo nie będzie itd., itp... Lubię słyszeć nad morzem stukot japonek, płacz dzieci przy straganie, bo nie dostały kolejnej zabawki, śmiech, gwar. Tylko "ona tańczy dla mnie" nie lubię słyszeć! O nie!!! Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że ludzie są, stragany są ... i morze jest :) Mąż znalazł świetny hotel z restauracją w Jastrzębiej Górze. Mnie podobał się ogromnie pod względem estetycznym. Piękne pokoje w marynistycznym stylu, świetna kuchnia, wspaniałe śniadania z przepyszną pastą rybną. Polecam, naprawdę warto! Ośrodek wypoczynkowy "Wita" w Jastrzębiej Górze i restauracja "Papaj" www.papaj-jastrzebiagora.pl. I to nie jest reklama, to moja subiektywna ocena.

Wszyscy się kąpaliśmy, choć patrzono na nas co najmniej dziwnie. Myślę, że gdyby nie Franek to byśmy nie weszli do wody, ale... Nasze dziecko chyba nie odczuwa w wodzie zimna i uwielbia walczyć z falami. Więc nie mieliśmy wyjścia. Na szczęście pogoda była dla nas łaskawa. A ten katar, który się ciągnie już od tygodnia ;) Nic to, najważniejsze, że była zabawa!
Wrócimy tam za rok, na pewno we wrześniu.
Do miłego!