piątek, 25 października 2013

Okno, czyli lustro

Zakupione na targu staroci i innych przyjemności. Niby okno, ale jednak lustro. Bardzo mi się spodobało. Dębowe, piękne i jak zobaczyłam , od razu wiedziałam gdzie zawiśnie. Ale najpierw trzeba było pomalować, oczywiście na biało. I tu jak to u mnie bywa, troszkę to potrwało. Ciągle było coś innego do zrobienia, a to mi się nie chciało. Ale w końcu, pewnego jesiennego popołudnia moje chłopaki powiesiły mi nowe lustro. Jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że lustro ma potencjał, że się tak wyrażę, dekoratorski. To znaczy można je ładnie przybrać stosownie do pory roku czy okazji (patrz świąteczno- bożonarodzeniowe szaleństwo dekoratorskie :)
Tak wyglądało przed zmianami. Nie wymagało żadnej renowacji i gdyby mi pasowało, zostawiłabym nawet bez malowania, takie surowe.

Ale miłość do białych mebli wygrała i teraz wygląda tak.



Do miłego!

wtorek, 22 października 2013

Ciasteczkowe potwory, czyli my

Tak się składa,że jesień w naszym domu sprzyja pieczeniu ciastek. Na okres letni jakoś tak naturalnie zawieszamy tę działalność. A jak na dworze robi się chłodniej, to zaczyna nas ciągnąć w stronę kuchni. Nas to znaczy mnie i Franka.  I tak w naszym repertuarze na stałe zagościły ciasteczka maślane. Zawsze wychodzą i są bardzo smaczne. I oczywiście z resztek ciasta powstaje ciasteczkowy traktor.



 Te moje śliczne, pomocne łapki zawsze są chętne do pracy i do wyjadania. Po skończonej pracy zaciskam kciuki, żeby nie odezwały się dolegliwości żołądkowe po surowym cieście. No wiem wyrodna matka ze mnie. Pozwalam dziecku wyjadać surowiznę. Ale pamiętam, że jak byłam mała robiłam dokładnie to samo!
Robimy też ciasteczka owsiane, czarno-białe w szachownicę itd, itp. A ostatnio naszym numerem 1 są czekoladowe, popękane ciasteczka. Z zewnątrz delikatnie chrupiące, a w środku miękkie czekoladowe. Przepis znalazłam w tym miejscu http://coffekitchen.blogspot.com/2011/09/popekane-ciasteczka-czekoladowe.html
Także jesteśmy potworami...ciasteczkowymi! A już, już niedługo przyjdzie czas na pieczenie pierniczków świątecznych! Nie mogę się doczekać...jak dziecko!
 Do miłego!

wtorek, 1 października 2013

Jesień zaczyna się w kuchni, czyli przetwory


Taki mi się wydaje, że zanim jesień pokaże się w kalendarzu i na drzewach, to najpierw pojawia się w kuchni. Jeszcze w pełni lata robiłam dżem morelowy, truskawkowy, później były ogórki kiszone. W tym roku zabierałam się za nie straaasznie długo. Jak sobie myślałam o myciu słoików, wyparzaniu zakrętek, myciu ogórków, obieraniu czosnku to... po prostu mi się nie chciało. Ale w końcu przezwyciężyłam lenia i zrobiłam zapasy na zimę w postaci 50 słoików. 

W zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam pastę z papryki. Jest pyszna. Jest idealna do kanapek, do sosów, do zup. W tym roku musiałam znowu takową poczynić. Część zrobiłam bez dodatków.  Do części dodałam podpieczony na patelni sezam.


Zebraliśmy też z Frankiem i moją Mamą czarny bez na sok. Franek uwielbia go pić, lubi też do budyniu czy kaszy manny.


No i na koniec zamykania jesieni w słoiki ususzyłam grzyby (a dokładnie moja Mama, bo ma nadpobudliwość rąk i jak u mnie jest to nie może siedzieć i nic nie robić). Ale zanim ususzyłam, to musieliśmy nazbierać. A to już sama przyjemność.

Nie jestem królową garów, ale  i tak jestem dumna z moich zapasów na zimę.
Do miłego!