wtorek, 24 grudnia 2013

Życzenia


Dziś wpadam tylko na chwilkę z życzeniami. Tym znanym i nieznanym miłym Czytelnikom pięknych, spokojnych i rodzinny Świąt Bożego Narodzenia. Niespiesznych rozmów przy kominku z bliskimi, leniwego telefonu i zaspanego budzika. I nadziei, którą zwiastuje Dobra Nowina.
Do miłego!


sobota, 21 grudnia 2013

Pierniki, czyli kontynuacja tradycji


W tym roku wyjątkowo późno udało nam się ozdobić pierniczki. Upieczone trzy tygodnie temu
zdążyły zmięknąć. Ale ozdobić się same nie chciały. Więc wczoraj z Frankiem dokończyliśmy dzieła.


Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie zrobiła choć krótkiego posta o pierniczkach. Jak byłam mała, a potem już ciut większa, pieczenie pierników było dla nas świętem. Musiało być zaplanowane tak, by każdy miał wolne popołudnie i wieczór. Wykrawaliśmy, piekliśmy i zdobiliśmy. Dziś to samo robimy z Frankiem, według przepisu Babci Jolki, czyli mojej Mamy. I z roku na rok wychodzi mu coraz ładniej.


Przedświątecznie pozdrawiam.Do miłego!

piątek, 13 grudnia 2013

Przedświątecznie, czyli znowu z niczym nie zdążę :)

Miałam napisać,że powoli wprowadzam akcenty świąteczne do domu. Żeby nie za szybko. Ale to było jakiś czas temu. A teraz kalendarz pokazuje 13 grudnia i ... znowu z niczym nie zdążę. Akcenty świąteczne w domu są, więc dziś pokażę. Pierniczki upieczone są, ale dekoracji brak, więc nie pokażę. Jestem w wiecznym niedoczasie. Przez szyciowe sprawy, choroby Franka, jasełka etc... wnoszę o przedłużenie adwentu o jeszcze,co najmniej, dodatkowe 2 tygodnie :) Bardzo proszę osoby znające adres, pod który mogę przesłać moje podanie, o informację.


A tak poważnie. Bardzo lubię grudzień, czekam na niego cały rok. Najbardziej chyba lubię jednak adwent, przygotowania, oczekiwanie. Same święta trwają tak krótko, a gdy się jeszcze jest w rozjazdach, to czas leci jak szalony. A sama myśl o początku niekończącego się stycznia, nowym roku itd., wprawia mnie w dygot organów wewnętrznych.


 Ale dosyć tego pesymizmu, nie mam zamiaru, ani sobie ani Szanownym Czytelnikom, zepsuć atmosfery świąt. A więc pomarańcze w dłoń, "Driving home for christmas" w głośniki i napawamy się atmosferą :)



Kalendarz adwentowy jest codziennie ogałacany. Myślę, że Franek nauczy się bezbłędnie jak wyglądają cyferki od 1 do 24. A wszystko dzięki czekoladowym cukierkom.
W temacie upominkowo- prezentowym. Ostatnio w sklepie "Home &You" znalazłam fajną bombkę. Jest przeźroczysta, otwierana, przypomina jajka Fabergé. Ponieważ moja bombka była upominkiem dla Babci Franka, więc w środku znalazła się podobizna wnuka. Ale myślę, że możliwości aranżacji takiej bombki jest bardzo dużo. 


Do miłego!

środa, 4 grudnia 2013

Urodzinowo, czyli nasz pięciolatek

Franek urodził się 1 grudnia, więc zanim na dobre zacznę przygotowania świąteczne, zawsze czeka nas jeszcze szaleństwo urodzinowe. W tym roku po raz pierwszy Franek zaprosił kolegów i koleżanki z przedszkola i nie tylko. Impreza mogłaby odbyć się w domu, ale dzieci przyzwyczajone do atrakcji, mogłyby się nudzić ( to tylko moje obawy). A ponieważ z miłości robi się różne rzeczy, to też zorganizowaliśmy urodziny w Centrum Zabaw, którego to miejsca ja osobiście szczerze nie znoszę, a dzieci uwielbiają. Trzeba było przygotować tort i inne słodkości. A po imprezie dla kolegów, przyjęcie w domu dla stęsknionych babć, dziadków, cioć etc.

Pierwszy raz spróbowałam zrobić sernik tęczowy, który to pojawia się na różnych blogach. Ja skorzystałam z tego przepisu http://www.mojewypieki.com/przepis/teczowy-sernik. Szczerze powiem, że trochę nerwów było przy pieczeniu, ale ostatecznie się udało. Sernik jest naprawdę pyszny, będę wykorzystywać ten przepis, ale już raczej bez kolorków.

 Z bloga "Moje wypieki" wykorzystałam też pomysł na ozdobienie ciasteczek. Zrobiłam zwykłe maślane, o których już wspominałam tu. Ale zdobienie "zgapiłam". A ponieważ Frankowe urodziny rozpoczynają grudzień, to Rudolfy są jak najbardziej na miejscu.

Franuś bawił się świetnie. Był bardzo zadowolony. Więc rodzice odetchnęli z ulgą, że stanęli na wysokości zadania:)
A na sam koniec rzecz niezwykle istotna, mianowicie prezent. Było pełne zaskoczenie, konspiracja się udała! Coś czuję, że na wiosnę cały ogród będzie przeorany. Tymczasem u nas dziś pada pierwszy śnieg, więc jutro odśnieżanie łyżką!

Do miłego!

piątek, 22 listopada 2013

Podjęłam wyzwanie, czyli choinka z badyli

Czasem tak bywa, żeby ruszyć  z miejsca trzeba zostać wywołanym do tablicy. Tak było w moim przypadku. Długo mnie tu nie było. Ale oglądając blogi natknęłam się na wyzwanie dziewczyn z Addicted to crafts. Poczułam się wirtualnie natchniona i postanowiłam podjąć wyzwanie. Wyzwanie polega na stworzeniu własnego kursu D.I.Y na świąteczne "coś". Moim "cosiem" jest choinka z badyli. A było to tak....
Parę tygodni temu, kiedy to jeszcze nie robiło się ciemno o godz.13:00 w dzień, grabiłam w ogrodzie liście i inne igliwia, które łaskawe były spaść na ziemię, ale sprzątnąć się same, to już niekoniecznie. Natknęłam się na gałązki modrzewia. Ładne, pomyślałam i przytaszczyłam do domu. Reakcja męża: a co ty znowu za badyle do domu przyniosłaś??? Część wstawiłam do wazonu, a część leżała i czekała. No i jak się okazało, badylki czekały na swój kurs D.I.Y.

                             CHOINKA Z BADYLKA
Teraz przechodzę do rzeczy. Do wykonania choinki z badylka potrzebne są:
  • badylki (gałęzie różnej maści i pochodzenia, co kto znajdzie)
  • klej do klejenia na gorąco
  • kora brzozy 
  • sznurek
Patyczki dzielimy na kawałki, od najdłuższego do najkrótszego, tak by po ułożeniu jednego nad drugim, powstał kształt choinki. Przyklejamy patyczki do siebie. Wycinamy z kory gwiazdki różnej wielkości i też przyklejamy. Na koniec sznureczek. I gotowe. Jest to aż nieprzyzwoicie banalna w wykonaniu ozdoba, a przy okazji ekologiczna. Można zrobić kilka takich ozdób, powiesić na choince, wykorzystać do ozdobienia wianka lub jako miły dodatek do prezentu.

 I mimo, że broniłam się przed rozpoczęciem świątecznych przedsięwzięć do początku grudnia, to dziś kapituluję ;)


Do miłego!

piątek, 25 października 2013

Okno, czyli lustro

Zakupione na targu staroci i innych przyjemności. Niby okno, ale jednak lustro. Bardzo mi się spodobało. Dębowe, piękne i jak zobaczyłam , od razu wiedziałam gdzie zawiśnie. Ale najpierw trzeba było pomalować, oczywiście na biało. I tu jak to u mnie bywa, troszkę to potrwało. Ciągle było coś innego do zrobienia, a to mi się nie chciało. Ale w końcu, pewnego jesiennego popołudnia moje chłopaki powiesiły mi nowe lustro. Jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że lustro ma potencjał, że się tak wyrażę, dekoratorski. To znaczy można je ładnie przybrać stosownie do pory roku czy okazji (patrz świąteczno- bożonarodzeniowe szaleństwo dekoratorskie :)
Tak wyglądało przed zmianami. Nie wymagało żadnej renowacji i gdyby mi pasowało, zostawiłabym nawet bez malowania, takie surowe.

Ale miłość do białych mebli wygrała i teraz wygląda tak.



Do miłego!

wtorek, 22 października 2013

Ciasteczkowe potwory, czyli my

Tak się składa,że jesień w naszym domu sprzyja pieczeniu ciastek. Na okres letni jakoś tak naturalnie zawieszamy tę działalność. A jak na dworze robi się chłodniej, to zaczyna nas ciągnąć w stronę kuchni. Nas to znaczy mnie i Franka.  I tak w naszym repertuarze na stałe zagościły ciasteczka maślane. Zawsze wychodzą i są bardzo smaczne. I oczywiście z resztek ciasta powstaje ciasteczkowy traktor.



 Te moje śliczne, pomocne łapki zawsze są chętne do pracy i do wyjadania. Po skończonej pracy zaciskam kciuki, żeby nie odezwały się dolegliwości żołądkowe po surowym cieście. No wiem wyrodna matka ze mnie. Pozwalam dziecku wyjadać surowiznę. Ale pamiętam, że jak byłam mała robiłam dokładnie to samo!
Robimy też ciasteczka owsiane, czarno-białe w szachownicę itd, itp. A ostatnio naszym numerem 1 są czekoladowe, popękane ciasteczka. Z zewnątrz delikatnie chrupiące, a w środku miękkie czekoladowe. Przepis znalazłam w tym miejscu http://coffekitchen.blogspot.com/2011/09/popekane-ciasteczka-czekoladowe.html
Także jesteśmy potworami...ciasteczkowymi! A już, już niedługo przyjdzie czas na pieczenie pierniczków świątecznych! Nie mogę się doczekać...jak dziecko!
 Do miłego!

wtorek, 1 października 2013

Jesień zaczyna się w kuchni, czyli przetwory


Taki mi się wydaje, że zanim jesień pokaże się w kalendarzu i na drzewach, to najpierw pojawia się w kuchni. Jeszcze w pełni lata robiłam dżem morelowy, truskawkowy, później były ogórki kiszone. W tym roku zabierałam się za nie straaasznie długo. Jak sobie myślałam o myciu słoików, wyparzaniu zakrętek, myciu ogórków, obieraniu czosnku to... po prostu mi się nie chciało. Ale w końcu przezwyciężyłam lenia i zrobiłam zapasy na zimę w postaci 50 słoików. 

W zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam pastę z papryki. Jest pyszna. Jest idealna do kanapek, do sosów, do zup. W tym roku musiałam znowu takową poczynić. Część zrobiłam bez dodatków.  Do części dodałam podpieczony na patelni sezam.


Zebraliśmy też z Frankiem i moją Mamą czarny bez na sok. Franek uwielbia go pić, lubi też do budyniu czy kaszy manny.


No i na koniec zamykania jesieni w słoiki ususzyłam grzyby (a dokładnie moja Mama, bo ma nadpobudliwość rąk i jak u mnie jest to nie może siedzieć i nic nie robić). Ale zanim ususzyłam, to musieliśmy nazbierać. A to już sama przyjemność.

Nie jestem królową garów, ale  i tak jestem dumna z moich zapasów na zimę.
Do miłego!

sobota, 21 września 2013

Wrześniowe morze, czyli nowa świecka tradycja

W naszej rodzinie narodziła się nowa, świecka tradycja. Mianowicie wrześniowy wyjazd nad morze. Zazwyczaj jeździliśmy w środku sezonu. I nie ukrywam, że trochę bałam się jechać poza sezonem, bo nic się nie będzie działo, bo już nikogo nie będzie itd., itp... Lubię słyszeć nad morzem stukot japonek, płacz dzieci przy straganie, bo nie dostały kolejnej zabawki, śmiech, gwar. Tylko "ona tańczy dla mnie" nie lubię słyszeć! O nie!!! Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że  ludzie są, stragany są ... i morze jest :) Mąż znalazł świetny hotel z restauracją w Jastrzębiej Górze. Mnie podobał się ogromnie pod względem estetycznym. Piękne pokoje w marynistycznym stylu, świetna kuchnia, wspaniałe śniadania z przepyszną pastą rybną. Polecam, naprawdę warto! Ośrodek wypoczynkowy "Wita" w Jastrzębiej Górze i restauracja "Papaj" www.papaj-jastrzebiagora.pl. I to nie jest reklama, to moja subiektywna ocena.

Wszyscy się kąpaliśmy, choć patrzono na nas co najmniej dziwnie. Myślę, że gdyby nie Franek to byśmy nie weszli do wody, ale... Nasze dziecko chyba nie odczuwa w wodzie zimna i uwielbia walczyć z falami. Więc nie mieliśmy wyjścia. Na szczęście pogoda była dla nas łaskawa. A ten katar, który się ciągnie już od tygodnia ;) Nic to, najważniejsze, że była zabawa!
Wrócimy tam za rok, na pewno we wrześniu.


Do miłego!

czwartek, 12 września 2013

Krótkie D.I.Y, czyli lampa

Mały kurs D.I.Y, czyli "do it yourself", w tłumaczeniu z języka obco brzmiącego "zrób to sam". Potrzebna będzie lampa, a raczej abażur. Ja zakupiłam takowy w Ikei w dziale przecen. Cena była przystępna, kosztował niecałe 40 zł. Podejrzewam,że był to abażur z ekspozycji, w związku z czym miał jedną plamkę. Ale świadoma tego i tak postanowiłam zabrać go do naszego domu, mając wobec niego już konkretny plan odnowy. Kolejna potrzebna rzecz to papierowe serwetki w różnych rozmiarach i kształtach, w zależności od upodobań. Serwetki mogą być też materiałowe, ale te gorzej się trzymają, nie przylegają tak dobrze. Serwetki są oczywiście widoczne od środka, ale mnie to nie przeszkadza. Rzecz banalnie prosta, ale dla mnie efektowna i podoba mi się. A jak mi się znudzi, to sobie zdejmę:)



Właśnie wczoraj wróciliśmy z wrześniowego wypadu nad morze. Pogoda była piękna, a ludzi już nie aż tak dużo. Ale to już materiał na następnego posta. 
Do miłego!

wtorek, 27 sierpnia 2013

Od czasu do czasu, czyli ja i kwiaty

Od czasu do czasu zajmuję się kwiatami. Zajmuję się ,jakkolwiek to zabrzmi, w sensie zawodowym. A czas ten przypada na okres od maja do października, kiedy to rzesze młodych       (i nie tylko) biorą śluby. A jak biorą ślub to i wesele urządzają. A jak wesele to i kwiaty muszą być. Tak więc "robię" kwiaty w jednym z hoteli. Nie robię ich sama tylko z Teściową, czyli Mamą Basią. I od razu na wstępie zaznaczam, że nie kończyłam żadnych florystycznych kursów. Wszystko co jest mi potrzebne do pracy nauczyła mnie Teściowa, która ma już spore doświadczenie i niezwykły zmysł.
A, że i ja zmysł mam ( chyba?) całkiem, całkiem to do tej pory żadna para młoda nie wnosiła reklamacji, wręcz przeciwnie.




Bardzo lubię rzeczy proste i takimi też staram się otaczać. Bez zbędnego przepychu. I tu jest lekki
zgrzyt. Sala gdzie odbywają się wesela jest , delikatnie rzecz ujmując, urządzona na bogato. Z gustem, ale i przepychem. Ja wybrałabym wnętrze klimatem przypominające starą stodołę. Ale po pierwsze ślub mam już za  sobą, a po drugie, znalezienie tego typu wnętrza wcale nie jest łatwe.   Dlatego też kompozycje kwiatowe muszą pasować do sali, do stołów. Trzeba też brać pod uwagę życzenia młodych, niekiedy dość "oryginalne". Dlatego czasami sobie myślę: "ja zrobiłabym to kompletnie inaczej, w innym naczyniu, z innych kwiatów i bez tych ohydnych aniołków i piórek". Ale to nie mój koncert życzeń. Mimo wszystko jest to niezwykle przyjemna praca.


Niestety zdjęcia nie są najlepszej jakości, gdyż robiłam je telefonem. Jakoś nie zwykłam tachać ze sobą dużego aparatu. Chociaż może powinnam ;)
Ja na co dzień w domu otaczam się prostymi kompozycjami. Kompozycjami to może za dużo powiedziane. Po prostu kwiatami.


Na koniec muszę polecić fantastyczną książkę. Dla wszystkich, którzy lubią kwiaty i nie tylko dla tych. "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbaugh polecam!



Do miłego!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Moja kuchnia, czyli Ikeą Polska stoi.

      I cóż, że ze Szwecji..Tak, tak w wielu, a nawet i bardzo wielu polskich domach są meble z Ikea. Ja także mam bardzo popularną ( patrz mało oryginalną) kuchnię z tego sklepu. Ale muszę przyznać, że wcale mi to nie przeszkadza, że co piąta pani domu ma tak jak ja. Uważam,że meble to tylko baza. Każda z nas dodaje coś swojego, szczyptę smaku, która nam najbardziej odpowiada. Na wielu blogach widziałam meble, która mam ja. Ale za każdym razem podziwiam jak, mimo wszystko, różnorodne są to miejsca. Nieskończona liczba kombinacji, dodatków, ustawień. Swoją kuchnię wybierałam i urządzałam w czasach, gdy nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak blogi. Oj dziwne to czasy były ;)  Tak więc dziś przedstawiam swoją wariację na temat mebli Stat.


 Postawiłam na kolorystykę czarno- białą z dodatkami drewna i trochę zieleni. Kiedyś było jej w kuchni więcej. Fajne jest to, że do tak neutralnego zestawu black & white pasuje każdy inny kolor. Także wszystko przede mną. 


Bardzo lubię przeźroczyste szkło, ale musi być w ciekawej formie. Swoje małe jeszcze zbiory, wyszukałam na starociach. Przydatna rzecz do cukru, musli, herbaty. Ale to historia na inny post.

 W sumie nasza kuchnia jest kuchnio- jadalnią, pod oknami jest miejsce na stół, a całość otwarta jest na salon.


Kuchnię od salonu oddziela wyspa. Bardzo przydatna i wygodna sprawa, a poza tym jest więcej
miejsca na kuchenne graty.
No i widok z okna, muszę przyznać, całkiem zacny mamy. Takiego w Ikei nie mają :)

Tym co dotrwali do końca tego posta dziękuję i gratuluję ;)
Do miłego!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Nic się nie dzieje, czyli wakacyjne fotopstryki

No nic się nie dzieje...nuda. A tak poważnie w związku z moją chwilową niedyspozycją pozabiegową, na blogu zapadła cisza. A i za horyzontem nic się nie rysuje. Także, aby nadać nieco ruchu powietrza w te upalne dni, także na blogu, zamieszczam zdjęcia tego co się u nas dzieje.


 Żniwa w pełni, a syn mój, jak już kiedyś wspominałam, jest ogromnym miłośnikiem maszyn rolniczych i prac polowych, to też każdy z członków rodziny miał już przyjemność postać w upale godzinkę lub dłużej i obserwować warczące kombajny.

Na szczęście Babcia z Dziadkiem z Bydgoszczy przyjechali i nas nieco odciążyli. A że są miastowi, to przechadzki po polach stanowią dla nich nie lada frajdę. I wnuk syty i dziadkowie cali :)

Korzystamy też z dobrodziejstw lata. Pomidory, które taki smak mają tylko teraz. Nawet parę sztuk z Frankowego ogródka mamy. Reszta od gospodarza ze wsi. 


Rozpoczął się sierpień, więc skaczemy w drugą połowę lata. 
Do miłego!