wtorek, 27 sierpnia 2013

Od czasu do czasu, czyli ja i kwiaty

Od czasu do czasu zajmuję się kwiatami. Zajmuję się ,jakkolwiek to zabrzmi, w sensie zawodowym. A czas ten przypada na okres od maja do października, kiedy to rzesze młodych       (i nie tylko) biorą śluby. A jak biorą ślub to i wesele urządzają. A jak wesele to i kwiaty muszą być. Tak więc "robię" kwiaty w jednym z hoteli. Nie robię ich sama tylko z Teściową, czyli Mamą Basią. I od razu na wstępie zaznaczam, że nie kończyłam żadnych florystycznych kursów. Wszystko co jest mi potrzebne do pracy nauczyła mnie Teściowa, która ma już spore doświadczenie i niezwykły zmysł.
A, że i ja zmysł mam ( chyba?) całkiem, całkiem to do tej pory żadna para młoda nie wnosiła reklamacji, wręcz przeciwnie.




Bardzo lubię rzeczy proste i takimi też staram się otaczać. Bez zbędnego przepychu. I tu jest lekki
zgrzyt. Sala gdzie odbywają się wesela jest , delikatnie rzecz ujmując, urządzona na bogato. Z gustem, ale i przepychem. Ja wybrałabym wnętrze klimatem przypominające starą stodołę. Ale po pierwsze ślub mam już za  sobą, a po drugie, znalezienie tego typu wnętrza wcale nie jest łatwe.   Dlatego też kompozycje kwiatowe muszą pasować do sali, do stołów. Trzeba też brać pod uwagę życzenia młodych, niekiedy dość "oryginalne". Dlatego czasami sobie myślę: "ja zrobiłabym to kompletnie inaczej, w innym naczyniu, z innych kwiatów i bez tych ohydnych aniołków i piórek". Ale to nie mój koncert życzeń. Mimo wszystko jest to niezwykle przyjemna praca.


Niestety zdjęcia nie są najlepszej jakości, gdyż robiłam je telefonem. Jakoś nie zwykłam tachać ze sobą dużego aparatu. Chociaż może powinnam ;)
Ja na co dzień w domu otaczam się prostymi kompozycjami. Kompozycjami to może za dużo powiedziane. Po prostu kwiatami.


Na koniec muszę polecić fantastyczną książkę. Dla wszystkich, którzy lubią kwiaty i nie tylko dla tych. "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbaugh polecam!



Do miłego!

czwartek, 8 sierpnia 2013

Moja kuchnia, czyli Ikeą Polska stoi.

      I cóż, że ze Szwecji..Tak, tak w wielu, a nawet i bardzo wielu polskich domach są meble z Ikea. Ja także mam bardzo popularną ( patrz mało oryginalną) kuchnię z tego sklepu. Ale muszę przyznać, że wcale mi to nie przeszkadza, że co piąta pani domu ma tak jak ja. Uważam,że meble to tylko baza. Każda z nas dodaje coś swojego, szczyptę smaku, która nam najbardziej odpowiada. Na wielu blogach widziałam meble, która mam ja. Ale za każdym razem podziwiam jak, mimo wszystko, różnorodne są to miejsca. Nieskończona liczba kombinacji, dodatków, ustawień. Swoją kuchnię wybierałam i urządzałam w czasach, gdy nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak blogi. Oj dziwne to czasy były ;)  Tak więc dziś przedstawiam swoją wariację na temat mebli Stat.


 Postawiłam na kolorystykę czarno- białą z dodatkami drewna i trochę zieleni. Kiedyś było jej w kuchni więcej. Fajne jest to, że do tak neutralnego zestawu black & white pasuje każdy inny kolor. Także wszystko przede mną. 


Bardzo lubię przeźroczyste szkło, ale musi być w ciekawej formie. Swoje małe jeszcze zbiory, wyszukałam na starociach. Przydatna rzecz do cukru, musli, herbaty. Ale to historia na inny post.

 W sumie nasza kuchnia jest kuchnio- jadalnią, pod oknami jest miejsce na stół, a całość otwarta jest na salon.


Kuchnię od salonu oddziela wyspa. Bardzo przydatna i wygodna sprawa, a poza tym jest więcej
miejsca na kuchenne graty.
No i widok z okna, muszę przyznać, całkiem zacny mamy. Takiego w Ikei nie mają :)

Tym co dotrwali do końca tego posta dziękuję i gratuluję ;)
Do miłego!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Nic się nie dzieje, czyli wakacyjne fotopstryki

No nic się nie dzieje...nuda. A tak poważnie w związku z moją chwilową niedyspozycją pozabiegową, na blogu zapadła cisza. A i za horyzontem nic się nie rysuje. Także, aby nadać nieco ruchu powietrza w te upalne dni, także na blogu, zamieszczam zdjęcia tego co się u nas dzieje.


 Żniwa w pełni, a syn mój, jak już kiedyś wspominałam, jest ogromnym miłośnikiem maszyn rolniczych i prac polowych, to też każdy z członków rodziny miał już przyjemność postać w upale godzinkę lub dłużej i obserwować warczące kombajny.

Na szczęście Babcia z Dziadkiem z Bydgoszczy przyjechali i nas nieco odciążyli. A że są miastowi, to przechadzki po polach stanowią dla nich nie lada frajdę. I wnuk syty i dziadkowie cali :)

Korzystamy też z dobrodziejstw lata. Pomidory, które taki smak mają tylko teraz. Nawet parę sztuk z Frankowego ogródka mamy. Reszta od gospodarza ze wsi. 


Rozpoczął się sierpień, więc skaczemy w drugą połowę lata. 
Do miłego!