piątek, 28 czerwca 2013
Trochę to trwało, czyli jest kolejna Lala.
Dziś mało pisania, a więcej zdjęć.Powstała kolejna Lala. Dość długo to trwało, miała być prezentem na tzw. zajączka, ale...nie wyszło. Potem były inne mniej lub bardziej ważne sprawy. I dopiero teraz udało mi się Ją dokończyć. Mam nadzieję, że niedługo pocztą pojedzie do swojej nowej właścicielki.
Lale są moim autorskim pomysłem, inspirowałam się jedynie własnym dzieciństwem. Jak byłam małą dziewczynką, tak właśnie wyglądały postaci, które rysowałam swoimi, zawsze pięknie naostrzonymi, kredkami. Dbałam o najmniejsze szczegóły, każda dziewczynka z moich rysunków musiała mieć obowiązkowo kokardkę, nieważne gdzie, ale musiała być. I tak mi zostało. Szycie tych Lal sprawia mi ogromną frajdę. I to nie jest tak, że szyję, bo umiem. Z tym jeszcze kuleję. Ale szyję, bo sprawia mi to przyjemność i ogromną radość.
Do miłego!
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Wakacje, czyli jak ja lubię powroty.
No nic na to nie poradzę, że z wyjazdów najbardziej lubię powroty. Ten moment kiedy wchodzę do domu i nic się nie zmieniło mimo,że przejechaliśmy pół Europy. Jeszcze tylko trzeba ogarnąć popodróżową rzeczywistość (milion walizek do rozpakowania, odpalenie pralki, zmierzenie się z pustą lodówką)... i jesteśmy w domu.
No i rzecz, która mnie zachwyciła to wszechobecna lawenda. Rośnie wszędzie, na środku ronda, w ogrodach, przy płotach tworząc wielkie, fioletowe kule. A zapach....cudowny. Do tego stopnia,że nabrałam ochoty na lawendę w ogrodzie. Choć nigdy się u mnie nie utrzymuje. Taka ze mnie ogrodniczka... albo lepiej zwalmy to na karb niesprzyjającego klimatu.
A teraz czas wrócić do rzeczywistości, codzienności i ...problemów. Mam wrażenie, że po wakacjach problemy uderzają ze zdwojoną siłą, albo to ja podczas odpoczynku tracę czujność. No nic trzeba stawić im czoła :)
I tym rowerowym akcentem żegnam się :)
Do miłego!
Ale wyjazd był bardzo udany. Chorwacja, a dokładnie jej część gdzie byliśmy jest niezwykle urokliwa. Szczególnie Rovinj miasteczko położone w południowej części Istrii. Widać tam śródziemnomorskie wpływy, jest troszkę jak Włochy. Z resztą w tej części Chorwacji język włoski można usłyszeć na ulicach równie często jak chorwacki. Drugie miasteczko to Pula jest tam piękne koloseum, wąskie uliczki ze ślicznymi kamienicami. I w każdym oknie okiennice chroniące mieszkańców przed upałem, które mnie bardzo urzekły.
Mnóstwo małych wysepek i kamieniste plaże. Swoją drogą, gdyby u nas klimat był nieco bardziej przyjazny, nasze piękne, szerokie i piaszczyste plaże robiłyby furorę.
Mnóstwo małych wysepek i kamieniste plaże. Swoją drogą, gdyby u nas klimat był nieco bardziej przyjazny, nasze piękne, szerokie i piaszczyste plaże robiłyby furorę.
No i rzecz, która mnie zachwyciła to wszechobecna lawenda. Rośnie wszędzie, na środku ronda, w ogrodach, przy płotach tworząc wielkie, fioletowe kule. A zapach....cudowny. Do tego stopnia,że nabrałam ochoty na lawendę w ogrodzie. Choć nigdy się u mnie nie utrzymuje. Taka ze mnie ogrodniczka... albo lepiej zwalmy to na karb niesprzyjającego klimatu.
I tym rowerowym akcentem żegnam się :)
Do miłego!
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Za moich czasów tego nie było, czyli prezenty dzieci XXI wieku.
"No za moich czasów tego nie było", zawsze wydawało mi się, że takie zdanie może wypowiadać leciwa staruszka, która pamięta czasy Titanica. A nic bardziej mylnego. Mianowicie wypowiedziałam je JA, gdy padł pomysł zakupu dla naszego Franka tableta. Jakiś czas nawet broniliśmy się przed takim zakupem, ale w związku z tym,że przed nami dłuuuga podróż ( wakacje), postanowiliśmy sprawić naszej pociesze takież cudo techniki, co by się w drodze mogło nieco rozerwać. Żeby nie było, że z najwyższej półki, o nie....klasy powiedziałabym średniej. Wszystko po to żeby matka z ojcem nie zeszli na zawał, jak to rzeczone cudo ulegnie zniszczeniu. Co przy 4 latku jest wielce prawdopodobne.
Skoro jest tablet musi być też pokrowiec na niego. W związku z czym zasiadłam do maszyny i powstał, taki oto tableto- ocieplacz ...to znaczy ochraniacz :)
Sprawą dla mnie oczywistą było, że element ozdobny będzie w kształcie traktora, a dokładnie, John Deera ;) Malowałam go specjalnymi kredkami do tkanin, razem z Frankiem, dzięki czemu widać rękę właściciela (choć nie ukrywam, że starałam się ,żeby tej ręki nie było za bardzo widać).
Zapomniałam dodać, że kuzynka Franka posiadała tablet jako pierwsza. Nie ukrywam, że miało to wpływ na decyzję o zakupie, gdyż jeden tablet na dwoje dzieci, które nie są rodzeństwem, delikatnie rzecz ujmując, źle wpływało na ich relacje. A ponieważ miała go jako pierwsza, to jej pierwszej uszyłam ochraniacz.
Tu prezentuję wersję bardziej dziewczęcą, żeby nie powiedzieć kobiecą z elementami florystyczno- wypukłymi ;) Do tego ochraniacza doszyłam jeszcze pasek i powstała torebka, żeby właścicielka mogła nosić tablet nie mając zajętych rąk ( tego już nie uwieczniłam na zdjęciach).
Znikam na czas jakiś, gdyż wakacje wzywają. Hej przygodo!
Do miłego!
Skoro jest tablet musi być też pokrowiec na niego. W związku z czym zasiadłam do maszyny i powstał, taki oto tableto- ocieplacz ...to znaczy ochraniacz :)
Sprawą dla mnie oczywistą było, że element ozdobny będzie w kształcie traktora, a dokładnie, John Deera ;) Malowałam go specjalnymi kredkami do tkanin, razem z Frankiem, dzięki czemu widać rękę właściciela (choć nie ukrywam, że starałam się ,żeby tej ręki nie było za bardzo widać).
Zapomniałam dodać, że kuzynka Franka posiadała tablet jako pierwsza. Nie ukrywam, że miało to wpływ na decyzję o zakupie, gdyż jeden tablet na dwoje dzieci, które nie są rodzeństwem, delikatnie rzecz ujmując, źle wpływało na ich relacje. A ponieważ miała go jako pierwsza, to jej pierwszej uszyłam ochraniacz.
Tu prezentuję wersję bardziej dziewczęcą, żeby nie powiedzieć kobiecą z elementami florystyczno- wypukłymi ;) Do tego ochraniacza doszyłam jeszcze pasek i powstała torebka, żeby właścicielka mogła nosić tablet nie mając zajętych rąk ( tego już nie uwieczniłam na zdjęciach).
Znikam na czas jakiś, gdyż wakacje wzywają. Hej przygodo!
Do miłego!
piątek, 7 czerwca 2013
Prezenty włosko- polskie, czyli literki, króliczki i takie tam.
Moja przyjaciółka Bogusia z czasów licealnych, wyszła za Włocha. Przeuroczego człowieka. A jak już za niego wyszła, to wyjechała do Włoch. Ale wcześniej zaszła w ciążę. No i stęsknione ciocie, (ja i moja druga przyjaciółka Ola z liceum), nienarodzonej jeszcze Lucii, postanowiły odwiedzić przyjaciółkę Bogusię. A jak się jedzie, a raczej leci, w gości to wypada mieć prezent. Od razu przy rezerwacji biletów wykupiłyśmy opcje z dodatkowym bagażem, bo prezentów się trochę nazbierało. Ale co przywieźć siedzącej w brzuchu Lusi? Postanowiłam uszyć literki i króliczka do kompletu. Ponieważ kiedyś już takie szyłam dla synka mojej siostry, więc poszło szybko.
Ponieważ prezent się spodobał. Boguśka poprosiła mnie, żebym doszyła jeszcze organizer na łóżeczko.
Potem uszyłam jeszcze kilka królików. Jednego podarowałam pewnej Pani K., którą serdecznie pozdrawiam :)
Jak urodził się mój synek jeszcze nie miałam maszyny do szycia i nie wiedziałam, że w przyszłości tak mnie to wciągnie. Dlatego teraz powoli nadrabiam zaległości i mam też Frankowe, szyciowe plany.
Do miłego!
Ponieważ prezent się spodobał. Boguśka poprosiła mnie, żebym doszyła jeszcze organizer na łóżeczko.
Ale pierwsze literki które uszyłam były dla Staśka, synka mojej siostry. Troszkę nieudolnie mi wyszły, ale i tak byłam zadowolona z efektu końcowego.
Potem uszyłam jeszcze kilka królików. Jednego podarowałam pewnej Pani K., którą serdecznie pozdrawiam :)
Jak urodził się mój synek jeszcze nie miałam maszyny do szycia i nie wiedziałam, że w przyszłości tak mnie to wciągnie. Dlatego teraz powoli nadrabiam zaległości i mam też Frankowe, szyciowe plany.
Do miłego!
środa, 5 czerwca 2013
Przejazdem , czyli nieznany wschód.
Nigdy nie byłam na wschodzie Polski. Takim dalekim wschodzie, gdzie do granicy było zaledwie parę kilometrów. I muszę przyznać, że jestem zadziwiona, że to niby jeden kraj,a tak różnorodny. Te niesamowite ozdobione drewnianymi ornamentami domy, przepiękne cerkwie. No i w końcu wiem gdzie są wszystkie bociany. W okolicach Białowieży, Hajnówki co kilkaset metrów jest bocianie gniazdo wypełnione lokatorami po brzegi. I mimo, że byliśmy tam dosłownie chwilkę i nie widzieliśmy żubrów, to mamy namiastkę tego pięknego polskiego zakątka.
Ponieważ nasz wyjazd pokrył się z dniem dziecka, wszystko właśnie pod rzeczone dziecko było robione. A, że syn mój jest fascynatem różnego rodzaju maszyn i lokomocji, musieliśmy skorzystać z przejażdżki kolejką wąskotorową w Hajnówce. Jakieś 3 godziny w tą i z powrotem przez puszczę, w tym godzinny postój. Piękne tereny, a komary wielkie jak krowy... miałam wrażenie, że jak kolejka zatrzymywała się na chwilę to jeden gwizdał na resztę kumpli i jakiś milion brzęczących rzucał się żarłocznie na "ciepłe mięso" szczelnie wypełniające wagoniki wąskotorowej.
Ale była tam jeszcze jedna rzecz, która mnie kompletnie zachwyciła. Z całym szacunkiem dla żubrów i innej fauny i flory. Mianowicie dom, dworek nie wiem jak go nazwać, w każdym razie coś pięknego.Mam swój domek i bardzo go kocham, ale gdyby ktoś jutro zechciał mi zbudować takie cacko, to ja w to wchodzę, nawet i dziś. Ale dziś już się tak nie buduje.
I te drzwi od stodoły...
Ponieważ nasz wyjazd pokrył się z dniem dziecka, wszystko właśnie pod rzeczone dziecko było robione. A, że syn mój jest fascynatem różnego rodzaju maszyn i lokomocji, musieliśmy skorzystać z przejażdżki kolejką wąskotorową w Hajnówce. Jakieś 3 godziny w tą i z powrotem przez puszczę, w tym godzinny postój. Piękne tereny, a komary wielkie jak krowy... miałam wrażenie, że jak kolejka zatrzymywała się na chwilę to jeden gwizdał na resztę kumpli i jakiś milion brzęczących rzucał się żarłocznie na "ciepłe mięso" szczelnie wypełniające wagoniki wąskotorowej.
Ale była tam jeszcze jedna rzecz, która mnie kompletnie zachwyciła. Z całym szacunkiem dla żubrów i innej fauny i flory. Mianowicie dom, dworek nie wiem jak go nazwać, w każdym razie coś pięknego.Mam swój domek i bardzo go kocham, ale gdyby ktoś jutro zechciał mi zbudować takie cacko, to ja w to wchodzę, nawet i dziś. Ale dziś już się tak nie buduje.
I te drzwi od stodoły...
I tym zielonym akcentem (swoją drogą pasażer kolejki na gapę) kończę na dziś.
Do miłego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























