" Mama to jest John Deer, ten z sarenką, ten zielono -żółty, a to jest kombajn New Holland niebiesko- żółty, a to zwykły Zetor, to jest Tiger Ropa kombajn do buraków itd., itp... Ma niespełna 5 lat i żywą pasję w oczach jak naszą wiejską drogą przejeżdża jeden z Szanownych sąsiadów swym rolniczym sprzętem. Z resztą wszyscy sąsiedzi go znają i wszystkimi maszynami regularnie z nimi jeździ.
Dlatego też nie zdziwił mnie fakt, gdy Franek pewnego zimowego dnia oznajmił: " Mama na wiosnę chcę mieć swój ogródek do uprawy". Kilka razy jednym uchem do mnie dotarło, a drugim wyleciało. Ale wiosna przyszła, a Franki nadal z uporem maniaka mówił: "będę miał swój ogródek". I tak do jakiegokolwiek sklepu bym nie poszła, przy kasie okazywało się, że w koszyku były nasiona: marchewki wczesnej, fasolki szparagowej żółtej, szczypioru chińskiego, groszku cukrowego, kopru ogrodowego etc. A wszystko to dzięki zmysłowi ogródkowo- rolnemu naszego syna. Odmowa założenia ogródka byłaby wielce niepedagogiczna, więc... Stało się. Zrobiliśmy z Frankiem plan zagospodarowania ziemi, pojechaliśmy po odpowiednie zakupy (150 litrów czarnoziemu oraz rollbordery). Zaciągneliśmy tatę do pracy, zerwaliśmy część trawy ( tą samą, którą w zeszłym roku siałam, podlewałam i dbałam, żeby pięknie urosła), posialiśmy nasionka i posadziliśmy sadzonki.
Potem w miarę dosiewu różnych gatunków, przybyła także, stworzona na szybko przez mamusię, odpowiednia tabliczka.

A tak obecnie prezentuje się ogródek. Szczypior spożywany jest na bieżąco do jajecznicy i kanapek, rzodkiewki już niedługo będą gotowe, truskawki i poziomki, potrzebują tylko trochę słońca. A na marchewkę, pomidorki, groszek i fasolkę przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Uprawa ogródka uczy cierpliwości i daje ogromną satysfakcję. Tym bardziej jak można zjeść poziomkę z własnego krzaczka, poklepać się po brzuchu i pociągnąć za ucho, bo to w końcu pierwsze w tym roku plony :)
Do miłego!








