wtorek, 28 maja 2013

Chcę mieć ogródek, czyli mój syn będzie rolnikiem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że mój syn będzie rolnikiem. Uwielbia wszystko co z uprawą roli ma związek. Cały jego pokój zawalony jest traktorami, kombajnami, dostawkami do maszyn rolniczych. Zna z wyglądu i nazwy większość traktorów i maszyn, które widział.
" Mama to jest John Deer, ten z sarenką, ten zielono -żółty, a to jest kombajn New Holland niebiesko- żółty, a to zwykły Zetor, to jest Tiger Ropa kombajn do buraków itd., itp... Ma niespełna 5 lat i żywą pasję w oczach jak naszą wiejską drogą przejeżdża jeden z Szanownych sąsiadów swym rolniczym sprzętem. Z resztą wszyscy sąsiedzi go znają i wszystkimi maszynami regularnie z nimi jeździ.
Dlatego też nie  zdziwił mnie fakt, gdy Franek pewnego zimowego dnia oznajmił: " Mama na wiosnę chcę mieć swój ogródek do uprawy". Kilka razy jednym uchem do mnie dotarło, a drugim wyleciało. Ale wiosna przyszła, a Franki nadal z uporem maniaka mówił: "będę miał swój ogródek". I tak do jakiegokolwiek sklepu bym nie poszła, przy kasie okazywało się, że w koszyku były nasiona: marchewki wczesnej, fasolki szparagowej żółtej, szczypioru chińskiego, groszku cukrowego, kopru ogrodowego etc. A wszystko to dzięki zmysłowi ogródkowo- rolnemu naszego syna. Odmowa założenia ogródka byłaby wielce niepedagogiczna, więc... Stało się. Zrobiliśmy z Frankiem plan zagospodarowania ziemi, pojechaliśmy po odpowiednie zakupy (150 litrów czarnoziemu oraz rollbordery).  Zaciągneliśmy tatę do pracy, zerwaliśmy część trawy ( tą samą, którą w zeszłym roku siałam, podlewałam i dbałam, żeby pięknie urosła), posialiśmy nasionka i posadziliśmy sadzonki.



Potem w miarę dosiewu różnych gatunków, przybyła także, stworzona na szybko przez mamusię, odpowiednia tabliczka.

 


A tak obecnie prezentuje się ogródek. Szczypior spożywany jest na bieżąco do jajecznicy i kanapek, rzodkiewki już niedługo będą gotowe, truskawki i poziomki, potrzebują tylko trochę słońca. A na marchewkę, pomidorki, groszek i fasolkę przyjdzie nam jeszcze poczekać.


 Uprawa ogródka uczy cierpliwości i daje ogromną satysfakcję. Tym bardziej jak można zjeść poziomkę z własnego krzaczka, poklepać się po brzuchu i pociągnąć za ucho, bo to w końcu pierwsze w tym roku plony :)
Do miłego!



niedziela, 26 maja 2013

sobota, 25 maja 2013

Pochwała prostoty, czyli sukieneczka za grosze.

Dziś krótki post o sukience. Tak, ja mam syna, którego kocham najbardziej na świecie, ale cóż poradzę, że od czasu do czasu wpadają mi w ręce śliczne dziewczyńskie rzeczy. Na szczęście mam chrześniaczkę, na której mogę owe rzeczy testować i bezkarnie eksperymentować. I tak parę dni temu, na ciuchach, wpadła mi w ręce biała lniana sukieneczka, która kosztowała jakieś 6 złotych polskich. Kupiłam ją, mając w głowie pomysł na dorobienie do niej kolorowej broszki. Wiem, ani to odkrywcze, ani innowacyjne. Na wielu blogach widziałam te tildowe kwiatki. Ale chciałam spróbować zrobić sama.
Jeden jest w komplecie do sukienki.


A to sukienka w całej okazałości, lubię takie proste rzeczy, mają w sobie najwięcej uroku.

Drugiego kwiatka zrobiłam dla siebie. Fajnie wygląda do białej koszuli. Ja generalnie jestem zafiksowana na punkcie koloru białego. Bardzo go lubię szczególnie w domu, co jeszcze nie raz pokażę ;)

Muszę przyznać, że kwiatki tildowe bardzo przypadły mi do gustu. Na pewno będę je jeszcze robić, ale pierwsze koty za płoty.
W następnym poście parę słów o moim, jedynym, kochanym, cudownym SYNKU! Bo się jeszcze na matkę obrazi, że ja tylko o Lalkach i sukienkach. 
Do miłego!

środa, 22 maja 2013

Moje handy- mendy, czyli czasem coś uszyję.

Odkąd pamiętam lubiłam coś tam "ręcami"  stworzyć. W podstawówce szyłam sobie torbę płócienną, zrobiłam lustro na toaletkę z pękniętej tafli szkła, którą ozdobiłam kawałkami niebieskiej stłuczonej butelki, piaskiem i muszelkami, to było cudo, byłam z siebie taka dumna. Zrobić coś z niczego, to jest frajda. I tak mi już zostało. Dziś dostępność do różnych materiałów jest tak naprawdę nieograniczona, ale ja nadal cieszę się jak coś zrobię z tego co mam pod ręką, w szafie, albo wygrzebię jakieś skrawki materiałów w lumpeksie.
I tak z potrzeby tworzenia i rozsadzającego mój mózg pomysłu powstała Lala :). Był to prezent dla mojej chrześniaczki na 5 urodziny. Głowiłam się długo, co kupić, przecież wszystko już ma ... A może dać jej coś wyjątkowego, takiego od serca, zrobionego samodzielnie... Maszyna poszła w ruch, pomysł nabierał realnych kształtów i ostatecznie w wielkim kartonie wypełnionym cukierkami, za pośrednictwem poczty Lala przebyła swoją pierwszą podróż Płock- Bydgoszcz. Starałam się, żeby Lala była podobna do właścicielki. Czy mi się to udało? Nie wiem, ale radość Tośki była ogromna (wiem z relacji rodziców).  Swoją drogą nigdy Tośki nie spytałam czy nadała Lali jakieś imię, muszę to koniecznie zweryfikować:)


Ponieważ był to styczeń, Lala dostała kamizelkę z futerkiem i takie same getro-kolanówki. Na torebce przywiesiłam ozdobną kostkę do gry, gdyż właścicielka jest miłośniczką gier planszowych.



A oto właścicielka Lali.


Reszta moich prac czeka grzecznie w kolejce na publikację ... może kiedyś się doczeka ;)
Do miłego!

poniedziałek, 20 maja 2013

Starocie, klamocie, czyli moje zboczenia.

 Podobno każdy ma swoje zboczenia. Ja mam... parę. Jednym z nich są starocie. A może  nawet nie stricte starocie, co pchle targi na których można znaleźć różne cuda za małe pieniądza. Wybieram rzeczy nie tylko stare, choć i te się zdarzają. Po prostu takie ,które mi się podobają. Które oczyma wyobraźni widzę u siebie w salonie, w sypialni, kuchni, na tarasie etc. Nie ukrywam jest to troszkę zgubne. Po pierwsze mała cena kusi, po drugie przestrzeń mieszkalno- domowa ograniczona. Ale jakoś nigdy nie przeszkadza mi to wrócić z łowów objuczoną nowymi - starymi , niezbędnikami :)W związku z czym mam już w domu kilka ślicznych ( moim zdaniem) rzeczy, którymi będę się stopniowo chwalić.
 Ale mam też parę rzeczy z serii never ending story, czyli:
  •  trzy lampki ze stelażem, które czekają na malowanie i tkaninowe wykończenie,
  •  dwie stare ramy na zdjęcia ( do pomalowania i przycięcia, gdyż po ich zakupie nagle zmieniła mi się koncepcja zagospodarowania przestrzeni :), 
  • jedną tablicę, która w zamyśle ma być kredowa, do codziennych zapisków, (powstaje od 9 miesięcy)
  •  lustro, które także czeka na przecierkę i malowanie 
Kochane stare rzeczy zakupione na pchlich targach, musicie wiedzieć, że u mnie zanim pomysł przejdzie w czyn musi nabrać mocy i swoje odleżeć. Tak już niestety mam, można o mnie wszystko powiedzieć, ale na pewno nie to ,że jestem w gorącej wodzie kąpana :) A kąpiele gorące lubię, oj lubię... Ale to już temat na całkiem inny post.

Przedstawiam moje najświeższe zdobycze. Białe, drewniane krzesła ogrodowe i do tego czarny stoliczek z Ikea ( ale ja go kupiłam za całe 35 zł). Do tego biała latarnia.



Karczoch- szyszka na którą polowałam już jakiś czas.


Biała wisząca osłonka na doniczkę, chwilowo zawisła na drzewie, ale  może zmienić jeszcze i miejsce pobytu i zawartość.

 I tym białym akcentem zakończę na dziś. Do następnego razu ;)
                                                                 

wtorek, 14 maja 2013

Pozazdrościłam, czyli ja też chcę mieć bloga!

Podobno początki są najtrudniejsze...Fakt, od roku noszę się z pomysłem założenia bloga. Pomysł ten narodził się z inspiracji blogami, których jestem wierną (anonimową :() )  fanką. Nawet nie wiem kiedy to się stało, ale każdego ranka zamiast prasóweczki robię...blogóweczkę. A lista moich ulubionych blogów wciąż rośnie. Tak też z delikatnej zazdrości i podziwu dla blogów istniejących w sieci, ja też zakładam swój blog.
A poza tym coś tam w życiu szyję, coś przemalowuję, przecieram... głowę mam pełną pomysłów tylko czasem zapał słomiany. Pomyślałam, że może blog skłoni mnie do systematycznego działania w różnych dziedzinach życia :). No bo jak już się coś napisze, to głupio potem się z tego wycofać. Niech to będzie rodzaj mojego pamiętnika. Zaczynam...
A oto widok na pola z naszego wiejskiego kurortu, którego szczęśliwymi mieszkańcami jesteśmy.
P.S. Obsługa bloga jest trudna...szczególnie gdy ma się go 2 godz.