poniedziałek, 8 lipca 2013

Impreza, czyli urodziny mężowiny.




Mój mąż miał urodziny, 30 urodziny. Więc była okazja żeby zorganizować imprezę pod chmurką. I tak też zrobiłam. Było naprawdę fajnie. Goście dopisali, pogoda też była piękna. Tak to jest jak ma się urodziny w letnich miesiącach. Ani ja (urodzona w lutym), ani mój syn (urodzony w grudniu) urodzin pod chmurką nie doświadczymy, chyba, że z kuligiem.

Chciałam żeby wystrój urodzinowy był kolorowy. Kolorowy obrus w kwiatki, żółte serwetki w groszki przewiązane kokardką. Była zrobiona przeze mnie i Franka girlanda z napisem STO LAT, trochę balonów, które od razu były łaskawe popękać.Wspólnym mianownikiem wszystkich dodatków miał być kolor żółty.


 Rozstawiłam parę latarni z kolorowymi świecami. Kupiłam kolorowy, papierowy abażur do którego wstawiłam zwykła lampkę stojącą i powstała świecąca kula.

A nad stołem wisiał świecznik. W końcu go wykorzystałam. Kupiłam go kiedyś w SH za całe 20 zł z przekonaniem, że przyjdzie na niego pora. No i przyszła. Przywiązałam do niego wstążki i paski kolorowej bibułki. Efekt był zadowalający. Na oczku wodnym pływały szklane pływaki z tealightami. Zdjęć brak, gdyż primo, jako gospodyni nie miałam czasu na frywolne fotografowanie,  secundo, mój aparat w ciemnościach nie dał rady.





Sto lat mój kochany Mężu ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz