Taki mi się wydaje, że zanim jesień pokaże się w kalendarzu i na drzewach, to najpierw pojawia się w kuchni. Jeszcze w pełni lata robiłam dżem morelowy, truskawkowy, później były ogórki kiszone. W tym roku zabierałam się za nie straaasznie długo. Jak sobie myślałam o myciu słoików, wyparzaniu zakrętek, myciu ogórków, obieraniu czosnku to... po prostu mi się nie chciało. Ale w końcu przezwyciężyłam lenia i zrobiłam zapasy na zimę w postaci 50 słoików.
W zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam pastę z papryki. Jest pyszna. Jest idealna do kanapek, do sosów, do zup. W tym roku musiałam znowu takową poczynić. Część zrobiłam bez dodatków. Do części dodałam podpieczony na patelni sezam.
Zebraliśmy też z Frankiem i moją Mamą czarny bez na sok. Franek uwielbia go pić, lubi też do budyniu czy kaszy manny.
No i na koniec zamykania jesieni w słoiki ususzyłam grzyby (a dokładnie moja Mama, bo ma nadpobudliwość rąk i jak u mnie jest to nie może siedzieć i nic nie robić). Ale zanim ususzyłam, to musieliśmy nazbierać. A to już sama przyjemność.
Nie jestem królową garów, ale i tak jestem dumna z moich zapasów na zimę.
Do miłego!
Smakowite przetwory. Pasta paprykowa mnie zaskoczyła. Ogórki będą w zimie jak znalazł.My buszujemy po lesie w poszukiwaniu grzybów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam-D