Łatwo nie było, ale ponieważ Franek na przedstawieniu z okazji Dnia Babci i Dziadka miał rolę wilka, to też upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu i na balu przebierańców też był wilkiem.
Jak byłam mała, nigdy nie zdarzyło się, żebym szła na bal, ja albo moje rodzeństwo, w gotowych strojach. Rodzice zawsze coś kombinowali i wkładali w to dużo pracy i pomysłowości, żebyśmy fajnie się bawili i tak też wyglądali. Wtedy czasy były nieco inne, nie było wypożyczalni strojów karnawałowych. Dziś każdy możliwy strój można kupić lub wypożyczyć. I nie uważam, żeby to było coś złego. Przecież nie każdy ma, po pierwsze czas, po drugie umiejętności, albo jak kto woli, smykałkę, do samodzielnych wytworów. Ja staram się robić sama, zobaczymy, jak długo uda mi się obronić przed strojem batmana lub supermena. Ale jeśli przyjdzie taki dzień, że moje dziecko z pełną stanowczością postanowi zostać superbohaterem, to ze łzą w oku, ale się zgodzę.Na razie Franek z ogromnym entuzjazmem przyjmuje to co wymyślam, słuchając oczywiście jego wskazówek.
Tak to było w tym roku. A pierwszy bal przebierańców Franka w przedszkolu, upłynął pod znakiem Kaczora Donalda. Zdjęcia kiepskie, ale tylko takie mnie się ostały. Och jak przypominam sobie te latające po całym domu białe piórka, które pojedynczo musiałam przyklejać do czapki i kuperka.
Były też tegoroczne jasełka i Franek jako pasterz. Dwa dnie przed jasełkami, uszyłam spodnie, kamizelkę i coś w rodzaju butów. Wszystko to powstało z lnianego bieżnika. Obawiam się,że moje tekstylia domowe będą znikać w zastraszającym tempie, bo gdy mam " nóż na gardle" zdolna jestem do różnych rzeczy.
Na koniec nie mogę nie wspomnieć o zeszłorocznej roli życia mojego syna, czyli Drzewo. Drzew było sporo, miały stać na scenie i ...szumieć ;) Dzieci podchodziły do swojego zadania bardzo serio i ćwiczyły w domu. Chwila powagi, bo opluję ekran ze śmiechu... Tak czy inaczej, w ruch poszła krepa, sztuczne liście, czapka, igła i nitka i drzewo jak żywe.
Do miłego!







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz