Podobno każdy ma swoje zboczenia. Ja mam... parę. Jednym z nich są starocie. A może nawet nie stricte starocie, co pchle targi na których można znaleźć różne cuda za małe pieniądza. Wybieram rzeczy nie tylko stare, choć i te się zdarzają. Po prostu takie ,które mi się podobają. Które oczyma wyobraźni widzę u siebie w salonie, w sypialni, kuchni, na tarasie etc. Nie ukrywam jest to troszkę zgubne. Po pierwsze mała cena kusi, po drugie przestrzeń mieszkalno- domowa ograniczona. Ale jakoś nigdy nie przeszkadza mi to wrócić z łowów objuczoną nowymi - starymi , niezbędnikami :)W związku z czym mam już w domu kilka ślicznych ( moim zdaniem) rzeczy, którymi będę się stopniowo chwalić.
Ale mam też parę rzeczy z serii never ending story, czyli:
- trzy lampki ze stelażem, które czekają na malowanie i tkaninowe wykończenie,
- dwie stare ramy na zdjęcia ( do pomalowania i przycięcia, gdyż po ich zakupie nagle zmieniła mi się koncepcja zagospodarowania przestrzeni :),
- jedną tablicę, która w zamyśle ma być kredowa, do codziennych zapisków, (powstaje od 9 miesięcy)
- lustro, które także czeka na przecierkę i malowanie
Kochane stare rzeczy zakupione na pchlich targach, musicie wiedzieć, że u mnie zanim pomysł przejdzie w czyn musi nabrać mocy i swoje odleżeć. Tak już niestety mam, można o mnie wszystko powiedzieć, ale na pewno nie to ,że jestem w gorącej wodzie kąpana :) A kąpiele gorące lubię, oj lubię... Ale to już temat na całkiem inny post.
Przedstawiam moje najświeższe zdobycze. Białe, drewniane krzesła ogrodowe i do tego czarny stoliczek z Ikea ( ale ja go kupiłam za całe 35 zł). Do tego biała latarnia.
Karczoch- szyszka na którą polowałam już jakiś czas.
Biała wisząca osłonka na doniczkę, chwilowo zawisła na drzewie, ale może zmienić jeszcze i miejsce pobytu i zawartość.
I tym białym akcentem zakończę na dziś. Do następnego razu ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz