Odkąd pamiętam lubiłam coś tam "ręcami" stworzyć. W podstawówce szyłam sobie torbę płócienną, zrobiłam lustro na toaletkę z pękniętej tafli szkła, którą ozdobiłam kawałkami niebieskiej stłuczonej butelki, piaskiem i muszelkami, to było cudo, byłam z siebie taka dumna. Zrobić coś z niczego, to jest frajda. I tak mi już zostało. Dziś dostępność do różnych materiałów jest tak naprawdę nieograniczona, ale ja nadal cieszę się jak coś zrobię z tego co mam pod ręką, w szafie, albo wygrzebię jakieś skrawki materiałów w lumpeksie.
I tak z potrzeby tworzenia i rozsadzającego mój mózg pomysłu powstała Lala :). Był to prezent dla mojej chrześniaczki na 5 urodziny. Głowiłam się długo, co kupić, przecież wszystko już ma ... A może dać jej coś wyjątkowego, takiego od serca, zrobionego samodzielnie... Maszyna poszła w ruch, pomysł nabierał realnych kształtów i ostatecznie w wielkim kartonie wypełnionym cukierkami, za pośrednictwem poczty Lala przebyła swoją pierwszą podróż Płock- Bydgoszcz. Starałam się, żeby Lala była podobna do właścicielki. Czy mi się to udało? Nie wiem, ale radość Tośki była ogromna (wiem z relacji rodziców). Swoją drogą nigdy Tośki nie spytałam czy nadała Lali jakieś imię, muszę to koniecznie zweryfikować:)
Ponieważ był to styczeń, Lala dostała kamizelkę z futerkiem i takie same getro-kolanówki. Na torebce przywiesiłam ozdobną kostkę do gry, gdyż właścicielka jest miłośniczką gier planszowych.
A oto właścicielka Lali.
Reszta moich prac czeka grzecznie w kolejce na publikację ... może kiedyś się doczeka ;)
Do miłego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz