Dziś krótki post o sukience. Tak, ja mam syna, którego kocham najbardziej na świecie, ale cóż poradzę, że od czasu do czasu wpadają mi w ręce śliczne dziewczyńskie rzeczy. Na szczęście mam chrześniaczkę, na której mogę owe rzeczy testować i bezkarnie eksperymentować. I tak parę dni temu, na ciuchach, wpadła mi w ręce biała lniana sukieneczka, która kosztowała jakieś 6 złotych polskich. Kupiłam ją, mając w głowie pomysł na dorobienie do niej kolorowej broszki. Wiem, ani to odkrywcze, ani innowacyjne. Na wielu blogach widziałam te tildowe kwiatki. Ale chciałam spróbować zrobić sama.
Jeden jest w komplecie do sukienki.
A to sukienka w całej okazałości, lubię takie proste rzeczy, mają w sobie najwięcej uroku.
Drugiego kwiatka zrobiłam dla siebie. Fajnie wygląda do białej koszuli. Ja generalnie jestem zafiksowana na punkcie koloru białego. Bardzo go lubię szczególnie w domu, co jeszcze nie raz pokażę ;)
Muszę przyznać, że kwiatki tildowe bardzo przypadły mi do gustu. Na pewno będę je jeszcze robić, ale pierwsze koty za płoty.
W następnym poście parę słów o moim, jedynym, kochanym, cudownym SYNKU! Bo się jeszcze na matkę obrazi, że ja tylko o Lalkach i sukienkach.
Do miłego!
sliczne te broszko-kwiatki! probowalam sobie kiedys zrobic taki ale mi nie wyszedl i dalam sobie z tym spokoj;))))
OdpowiedzUsuń