Ale wyjazd był bardzo udany. Chorwacja, a dokładnie jej część gdzie byliśmy jest niezwykle urokliwa. Szczególnie Rovinj miasteczko położone w południowej części Istrii. Widać tam śródziemnomorskie wpływy, jest troszkę jak Włochy. Z resztą w tej części Chorwacji język włoski można usłyszeć na ulicach równie często jak chorwacki. Drugie miasteczko to Pula jest tam piękne koloseum, wąskie uliczki ze ślicznymi kamienicami. I w każdym oknie okiennice chroniące mieszkańców przed upałem, które mnie bardzo urzekły.
Mnóstwo małych wysepek i kamieniste plaże. Swoją drogą, gdyby u nas klimat był nieco bardziej przyjazny, nasze piękne, szerokie i piaszczyste plaże robiłyby furorę.
Mnóstwo małych wysepek i kamieniste plaże. Swoją drogą, gdyby u nas klimat był nieco bardziej przyjazny, nasze piękne, szerokie i piaszczyste plaże robiłyby furorę.
No i rzecz, która mnie zachwyciła to wszechobecna lawenda. Rośnie wszędzie, na środku ronda, w ogrodach, przy płotach tworząc wielkie, fioletowe kule. A zapach....cudowny. Do tego stopnia,że nabrałam ochoty na lawendę w ogrodzie. Choć nigdy się u mnie nie utrzymuje. Taka ze mnie ogrodniczka... albo lepiej zwalmy to na karb niesprzyjającego klimatu.
I tym rowerowym akcentem żegnam się :)
Do miłego!







Chorwację uwielbiam, w tym roku byliśmy już drugi raz. Niebawem relacja z naszego pobytu na półwyspie Peljesac.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam-D.