Ponieważ nasz wyjazd pokrył się z dniem dziecka, wszystko właśnie pod rzeczone dziecko było robione. A, że syn mój jest fascynatem różnego rodzaju maszyn i lokomocji, musieliśmy skorzystać z przejażdżki kolejką wąskotorową w Hajnówce. Jakieś 3 godziny w tą i z powrotem przez puszczę, w tym godzinny postój. Piękne tereny, a komary wielkie jak krowy... miałam wrażenie, że jak kolejka zatrzymywała się na chwilę to jeden gwizdał na resztę kumpli i jakiś milion brzęczących rzucał się żarłocznie na "ciepłe mięso" szczelnie wypełniające wagoniki wąskotorowej.
Ale była tam jeszcze jedna rzecz, która mnie kompletnie zachwyciła. Z całym szacunkiem dla żubrów i innej fauny i flory. Mianowicie dom, dworek nie wiem jak go nazwać, w każdym razie coś pięknego.Mam swój domek i bardzo go kocham, ale gdyby ktoś jutro zechciał mi zbudować takie cacko, to ja w to wchodzę, nawet i dziś. Ale dziś już się tak nie buduje.
I te drzwi od stodoły...
I tym zielonym akcentem (swoją drogą pasażer kolejki na gapę) kończę na dziś.
Do miłego!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz