piątek, 7 czerwca 2013

Prezenty włosko- polskie, czyli literki, króliczki i takie tam.

Moja przyjaciółka Bogusia z czasów licealnych, wyszła za Włocha. Przeuroczego człowieka. A jak już za niego wyszła, to wyjechała do Włoch. Ale wcześniej zaszła w ciążę. No i stęsknione ciocie, (ja i moja druga przyjaciółka Ola z liceum), nienarodzonej jeszcze Lucii, postanowiły odwiedzić przyjaciółkę Bogusię. A jak się jedzie, a raczej leci, w gości to wypada mieć prezent. Od razu przy rezerwacji biletów wykupiłyśmy opcje z dodatkowym bagażem, bo prezentów się trochę nazbierało. Ale co przywieźć siedzącej w brzuchu Lusi? Postanowiłam uszyć literki i króliczka do kompletu. Ponieważ kiedyś już takie szyłam dla synka mojej siostry, więc poszło szybko.





Ponieważ prezent się spodobał. Boguśka poprosiła mnie, żebym doszyła jeszcze organizer na łóżeczko.





Ale pierwsze literki które uszyłam były dla Staśka, synka mojej siostry. Troszkę nieudolnie mi wyszły, ale i tak byłam zadowolona z efektu końcowego.





Potem uszyłam jeszcze kilka królików. Jednego podarowałam pewnej Pani K., którą serdecznie pozdrawiam :)
Jak urodził się mój synek jeszcze nie miałam maszyny do szycia i nie wiedziałam, że w przyszłości tak mnie to wciągnie. Dlatego teraz powoli nadrabiam zaległości i mam też Frankowe, szyciowe plany. 
Do miłego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz