poniedziałek, 10 czerwca 2013

Za moich czasów tego nie było, czyli prezenty dzieci XXI wieku.

"No za moich czasów tego nie było", zawsze wydawało mi się, że takie zdanie może wypowiadać leciwa staruszka, która pamięta czasy Titanica. A nic bardziej mylnego. Mianowicie wypowiedziałam je JA, gdy padł pomysł zakupu dla naszego Franka tableta. Jakiś czas nawet broniliśmy się przed takim zakupem, ale w związku z tym,że przed nami dłuuuga podróż ( wakacje), postanowiliśmy sprawić naszej pociesze takież cudo techniki, co by się w drodze mogło nieco rozerwać.  Żeby nie było, że z najwyższej półki, o nie....klasy powiedziałabym średniej. Wszystko po to żeby matka z ojcem nie zeszli na zawał, jak to rzeczone cudo ulegnie zniszczeniu. Co przy 4 latku jest wielce prawdopodobne.
Skoro jest tablet musi być też pokrowiec na niego. W związku z czym zasiadłam do maszyny i powstał, taki oto tableto- ocieplacz ...to znaczy ochraniacz :)


Sprawą dla mnie oczywistą było, że element ozdobny będzie w kształcie traktora, a dokładnie, John Deera ;) Malowałam go specjalnymi kredkami do tkanin, razem z Frankiem, dzięki czemu widać rękę właściciela (choć nie ukrywam, że starałam się ,żeby tej ręki nie było za bardzo widać).


Zapomniałam dodać, że kuzynka Franka  posiadała tablet jako pierwsza. Nie ukrywam, że miało to wpływ na decyzję o zakupie, gdyż jeden tablet na dwoje dzieci, które nie są rodzeństwem, delikatnie rzecz ujmując, źle wpływało na ich relacje. A ponieważ miała go jako pierwsza, to jej pierwszej uszyłam ochraniacz.


Tu prezentuję wersję bardziej dziewczęcą, żeby nie powiedzieć kobiecą z elementami florystyczno- wypukłymi ;)  Do tego ochraniacza doszyłam jeszcze pasek i powstała torebka, żeby właścicielka mogła nosić tablet nie mając zajętych rąk ( tego już nie uwieczniłam na zdjęciach).
Znikam na czas jakiś, gdyż wakacje wzywają. Hej przygodo!
Do miłego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz