poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wakacje, czyli jak ja lubię powroty.

No nic na to nie poradzę, że z wyjazdów najbardziej lubię powroty. Ten moment kiedy wchodzę do domu i nic się nie zmieniło mimo,że przejechaliśmy pół Europy. Jeszcze tylko trzeba ogarnąć popodróżową  rzeczywistość (milion walizek do rozpakowania, odpalenie pralki, zmierzenie się z pustą lodówką)... i jesteśmy w domu.


Ale wyjazd był bardzo udany. Chorwacja, a dokładnie jej część gdzie byliśmy jest niezwykle urokliwa. Szczególnie Rovinj miasteczko położone w południowej części Istrii. Widać tam śródziemnomorskie wpływy, jest troszkę jak Włochy. Z resztą w tej części Chorwacji język włoski można usłyszeć na ulicach równie często jak chorwacki. Drugie miasteczko to Pula jest tam piękne koloseum, wąskie uliczki ze ślicznymi kamienicami. I w każdym oknie okiennice chroniące mieszkańców przed upałem, które mnie bardzo urzekły.




Mnóstwo małych wysepek i kamieniste plaże. Swoją drogą, gdyby u nas klimat był nieco bardziej przyjazny, nasze piękne, szerokie i piaszczyste plaże robiłyby furorę. 



No i rzecz, która mnie zachwyciła to wszechobecna lawenda. Rośnie wszędzie, na środku ronda, w ogrodach, przy płotach  tworząc wielkie, fioletowe kule. A zapach....cudowny. Do tego stopnia,że nabrałam ochoty na lawendę w ogrodzie. Choć nigdy się u mnie nie utrzymuje. Taka ze mnie ogrodniczka... albo lepiej zwalmy to na karb niesprzyjającego klimatu.

A teraz czas wrócić do rzeczywistości, codzienności i ...problemów. Mam wrażenie, że po wakacjach problemy uderzają ze zdwojoną siłą, albo to ja podczas odpoczynku tracę czujność. No nic trzeba stawić im czoła :)

 I tym rowerowym akcentem żegnam się :)
 Do miłego!

1 komentarz:

  1. Chorwację uwielbiam, w tym roku byliśmy już drugi raz. Niebawem relacja z naszego pobytu na półwyspie Peljesac.
    Pozdrawiam-D.

    OdpowiedzUsuń